To co przemija jest niedoceniane w chwili, w której trwa. Doceniamy to dopiero w momencie, kiedy tego już nie ma. Wczoraj byłam na pożegnalnym wykładzie jednej z moich profesorek na studiach. Z utęsknieniem weszłam na wydział, który przeklinało się w trakcie studiowania. Teraz takie narzekania wydają się być odległe i śmieszne zarazem, ale wracając do mojej pierwszej myśli. Wykład poświęcony był tematyce realizmu. Nie o tym jednak chcę pisać. Chodzi mi o tę nostalgię. Wiecie, spoglądacie w tył i wspominacie rzeczy, o których myśleliście, że nie pamiętacie. Zabawne. Po wykładzie jedna z profesorek wstała i wyjmując paczkę cukierków zaczęła zwabiać młodzież bliżej wykładowców. Hm, od kilku lat nikt nie nazwał mnie dzieckiem, a tu proszę :). Kobieta łapie mnie za rękę mówiąc: "Chodź dzieciaku". Może niektórzy poczuliby się urażeni, ale niby czemu? Dla mnie to był komplement. Niby łapię się jeszcze w pułap tak zwanej młodzieży, jednak tak się już nie czuję. Rzeczywistość jest brutalna i gwałtownie wyprowadza nas ze świata marzeń, czyli ostra jazda bez trzymanki, ale do wszystkiego w końcu można się przyzwyczaić. Czyżby? I tak, i nie. To pójście na łatwiznę. Mi nie uśmiecha się patrzeć pustym wzrokiem w szary świat składający się z mozaiki systemów. Wolę żyć jako cichy partyzant z puszką farby w plecaku.
Translate
sobota, 30 listopada 2013
piątek, 15 listopada 2013
Płonie ognisko w lesie...
Ostatnio patrząc przez okno wspominałam dawne dni. Z nostalgią spoglądałam na palenisko znajdujące się pośród owocowych drzewek na moim podwórku. Kocham ogniska, a w szczególności takie przy akompaniamencie gitarki. Eh, stare dobre czasy, gdy z kumplami organizowało się takie imprezy. Śpiewało się wtedy piosenki harcerskie, takie jak "Gdzie strumyk płynie z wolna" lub inne znane utwory. Siadało się na pieńkach i zawodziło do księżyca lekkim fałszem "Blues o czwartej nad ranem" lub "Opadły mgły" Starego Dobrego Małżeństwa.
Człowiek znosił biwakowe niewygody szczerząc się, jak mysz do sera zapominając o znojach codzienności. To było nasze sanktuarium, gdzie mogliśmy odrzucić wszystko i po prostu zaszaleć. Tak bardzo brakuje mi tych czasów i wspominając je mimowolnie się uśmiecham na powrót je przeżywając w umyśle. Ja chcę ogniska!!!
środa, 6 listopada 2013
Cholera!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Na wstępie zaznaczam, że jest to post, w którym wyładowuję swoją frustrację. Jest to zlepek słów i zdań, które musiałam z siebie wyrzucić. Tak po prostu, ot tak :(
Naszły mnie cholernie czarne dni, a co za tym idzie cholernie czarne myśli. To frustrujące! Z nerwów nie potrafię się już na niczym skupić. Pieprzone życie, które z dnia na dzień pełźnie z jednej skrajności w drugą. Jestem chyba najgorszym typem człowieka, który kiedykolwiek mógł istnieć na tym świecie. Nie mam siły już walczyć i czuję się wypruta do cna z energii. Kilka nieprzespanych nocy i ciągły strach o zdrowie bliskiej osoby. Tak cholernie trudno jest patrzeć na męczarnie drugiej osoby, do tego ci bliskiej. Nie chcę przez to przechodzić już drugi raz. Sumienie gryzie mnie, że wszystko z mojej winy. Coraz częściej mam ochotę zamknąć oczy i się nie obudzić, tym samym uwolnić się od bagna nachodzących mnie czarnych myśli i poczucia winy. Dotąd jakoś się trzymałam, ale widok wymizerniałej twarzy i jęki bólu bliskiej osoby to potężny grad granatów wycelowany w moją obronę. Wpadłam w lej po pocisku dezorientacji w jakiej właśnie tkwię. Nie wiem już na czym stoję i nie wiem już nawet w co wierzyć. Coraz bardziej zagłębiam się w niebezpieczny tor myślenia, nokautując się poczuciem winy i bezsilnością.
niedziela, 3 listopada 2013
Listopadowe rozmyślanie


I znowu wyszło smętnie. Eh, następnym razem postaram się napisać coś weselszego ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)