Dość niedawno za sprawką szwagra poznałam bardzo sympatyczny zespół z Mazur. Reprezentują naprawdę ciekawy rodzaj muzyki i mają fajne teksty piosenek. Oto jedna z nich, która opowiada o ślepej miłości ^^.
Translate
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
sobota, 12 kwietnia 2014
Moje prywatne wariactwa
Jestem dość często odstającą jednostką... Eh! Mam swoje małe wariactwa i przyzwyczajenia z dzieciństwa, których nie potrafię z siebie wyrzucić. Zamiast tego prowadzę z nimi coś na zasadzie symbiozy. A co! Wymienię co nieco...
Kiedy jestem w gościach, nie powinno mi się podawać ptasiego mleczka albo ciastek takich jak delicje lub markizy. No, chyba że chce się mieć dość spektakularne widowisko - dosyć groteskowe. Dlaczego? Ponieważ od dziecka obgryzam czekoladę z ptasiego mleczka i podobnie jest z delicjami. Markizy odkręcam i wylizuję z nich środek. To takie moje pozostałości z dzieciństwa.
Jest tego oczywiście więcej. Na przykład, jedząc wiśnie lub czereśnie, a o arbuzie nie wspomnę, kusi mnie by urządzić z kimś konkurs w pluciu pestkami na odległość. Jesienią ćwiczę siłę woli, mijając kupki suchych liści, bo mam ochotę w nie natychmiast wskakiwać.
Zimą nadal ślizgam się po zamarzniętych kałużach, a cienki lód z premedytacją rozkruszam silnym tupnięciem. No i cóż to by była za zima, gdybym nie ulepiła bałwana, czy nie wskoczyła w śnieg i nie zrobiła aniołka.
Latem plotę wianki z kwiatu koniczyny i kusi mnie, by całymi dniami wylegiwać się w trawie lub nie pomoczyć nóg w jeziorze.
Niestety wszystko ma swoje granice, a ja dość często balansuję na ich krawędziach. Jestem jednak zdania, że od czasu do czasu powinno się nieco ubarwić swoje życie. Chwila zapomnienia i małe szaleństwa są niejako pojedynczymi pasemkami warstwy tęczy, które powoli wprowadzają kolor w nasze codzienne czynności. To takie oderwanie od rutyny, która czai się na każdym kroku w tym systemowym świecie.
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
^^
Jest wiele piosenek, do których mam sentyment. Kiedyś natrafiłam na twórczość Akeboshi'ego i się zakochałam. Zwykle nie przywiązuję wagi do rzeczy lotnych, ale coś zawsze pozostaje w pamięci ^^. Gdy sięgam później myślami wstecz, wówczas okazuje się, że te błahe wydarzenia są najpiękniejszymi wspomnieniami naszej egzystencji. Z małej chmury duży deszcz he he. Mam kilka piosenek, które wiążą się właśnie z takimi chwilami...
sobota, 5 kwietnia 2014
Rozważanko
Mam czasem takie odczucie, że zaczynam zatracać się w tym świecie...
Właśnie, moja osobowość niejako zdąża ku dekadentyzmowi, który jedynie ułatwi sprawę w zatraceniu się w szarym świecie systemowym. Patrzę nieraz na otoczenie i go nie dostrzegam. Wszystko widziałam inaczej jeszcze kilka lat wstecz, a teraz? Teraz tracę wzrok.
Wiecie, ostatnio zostałam zapytana, czego się obawiam? Chwilę myślałam nad odpowiedzią, która brzmiała: odrzucenie. Chodziło mi o odrzucenie przez bliskie osoby, jak rodzina czy przyjaciele. Niestety zostałam opacznie zrozumiana. Wyszło na to, że boję się odrzucenia przez mężczyznę. Zabawne :). Nie miałam faceta i nadal go nie posiadam, dlatego nawet nie przeszło mi przez myśl to, co wydedukowała osoba pytająca. No cóż, wysłuchałam tego, co miała do powiedzenia, ale nie byłam usatysfakcjonowana, bo nie o to mi chodziło. To poważny błąd, bo nie słuchamy siebie nawzajem i później dochodzi do zgrzytów i nieporozumień.
Kolejnym pytaniem było: jakie są konsekwencje tej obawy? Eh, mój rachunek był i jest prosty. Odrzucenie prowadzi do samotności. Może to mnie pogrążyło? Sama nie wiem, ale w duchu nieźle się uśmiałam, gdy słuchałam wykładu, jaka to jestem jeszcze młoda, a już boję się odrzucenia przez mężczyznę. Rzeczywistość jest taka, że nie obawiam się rzeczy, których nie doświadczyłam, choć strach przed nieznanym owszem miewam.
Hm, do zgrzytów prowadzą jeszcze stereotypy i odgórne założenia. W moim przypadku zawiniło to, że jestem młodą kobietą, albo i nie. W sumie, sama tego do końca nie wiem. Tak bynajmniej przypuszczam, bo ciężko czasem jest się wdrożyć w czyjeś myśli. I zaczynają się spekulacje, gdybania i Bóg wie co jeszcze. I strach się bać, bo jako marzycielko o dość wysokim stopniu wyobraźni, mam zaskakująco dziwaczne pomysły. No, ale gdyby nie to, pewnie nie byłabym sobą. Każdy ma w sobie coś co go wyróżnia od reszty, ja mam szaloną imaginację, która aktywuje się czasem w złych momentach. Niekiedy mam wrażenie, że za dużo myślę. Jestem ciekawska i ciągle rodzę w mojej głowie przeróżne pytania. Niestety to jest męczące na dłuższą metę, bo non stop czegoś się docieka, a zapytania nie dają spokoju. Powstaje wówczas coś na miarę reakcji łańcuchowej, którą powoduje jedno, niewinne pytanie.
Hm, do zgrzytów prowadzą jeszcze stereotypy i odgórne założenia. W moim przypadku zawiniło to, że jestem młodą kobietą, albo i nie. W sumie, sama tego do końca nie wiem. Tak bynajmniej przypuszczam, bo ciężko czasem jest się wdrożyć w czyjeś myśli. I zaczynają się spekulacje, gdybania i Bóg wie co jeszcze. I strach się bać, bo jako marzycielko o dość wysokim stopniu wyobraźni, mam zaskakująco dziwaczne pomysły. No, ale gdyby nie to, pewnie nie byłabym sobą. Każdy ma w sobie coś co go wyróżnia od reszty, ja mam szaloną imaginację, która aktywuje się czasem w złych momentach. Niekiedy mam wrażenie, że za dużo myślę. Jestem ciekawska i ciągle rodzę w mojej głowie przeróżne pytania. Niestety to jest męczące na dłuższą metę, bo non stop czegoś się docieka, a zapytania nie dają spokoju. Powstaje wówczas coś na miarę reakcji łańcuchowej, którą powoduje jedno, niewinne pytanie.
czwartek, 3 kwietnia 2014
Coś tam...
Tak dla odmiany, coś do posłuchania :) No cóż, nie muszę ciągle zamęczać wszystkich swoimi nudnymi i irracjonalnymi przemyśleniami.
wtorek, 25 marca 2014
Wahanie
Sytuacje, które wymagają szybkiej decyzji, czasem doprowadzają do coraz większego wahania. Eh, jak dobrze to znam. Moje życie jest przepełnione takimi właśnie epizodami. Niektóre nawet nieraz przespałam. Jestem mistrzynią wahania. No cóż, niska samoocena swoje robi. Umiem słuchać i posiadam dość dobry zmysł spostrzegawczości, ale jeśli się tego nie zwiąże z silną pewnością siebie... wszystko pali na panewce.
Wiara w siebie to mój mankament, z którym walczę już od dzieciństwa. Może wygrywam niejako tę przeciągającą się bitwę, ale progres w tej walce jest nikły, niezbyt mnie satysfakcjonujący. Ale jak to mówią, małymi kroczkami docieraj do celu. Tak właśnie robię. Nie mogę skarżyć się, że jest mi źle, bo tak nie jest. Niestety bywają dni, kiedy ciężko mi zwlec się z łóżka, bo nie dostrzegam już sensu własnej egzystencji. Jestem na etapie szukania pracy i złapałam się na tym, że kiedy czytam jakieś ogłoszenie, myślę: czy aby na pewno się do tego nadaję? Wahanie jest wszechobecne w moim życiu. Non stop wątpię we własne siły i nie ufam czasem samej sobie. Paranoja he he. To z kolei wprowadza mnie w pewien dylemat, bo czy jeśli nie ufam samej sobie, to czy zaufam w pełni innym? I takim oto sposobem wpędzam się w błędne koło, tańcząc z niekiedy głupimi pytaniami, a o myślach nie wspomnę. Ciągle się waham, ale nadal idę do przodu ciągnąc wózek zwany życiem. Upadam i chociaż ciężko jest czasem się podnieść, to jednak uparcie staram się podnosić.
czwartek, 20 marca 2014
Takie tam dyskusje z samą sobą...
Zawsze kiedy kładę się do łóżka i chcę szybciej zasnąć, niestety nie mogę. Kim bym była, gdybym nie zrobiła bilansu całego przeżytego dnia? Przytoczę Wam fragmencik takiego bilansiku.
- Co ja dziś takiego ciekawego zrobiłam?
- Nic ciekawego...
- Naprawdę?! Niech pomyślę... zrobiłam pranie, byłam na długim spacerze z psem. O! spotkałam sąsiadkę i chwilę z nią pogadałam.
- To nic produktywnego.
- Tak? Napaliłam też w piecu, a wcześniej nieco porąbałam drewna.
- I co z tego. Phi!
- Jak to, co z tego?! Dzięki temu mam cieplutko w pokoju.
- Tak, masz cieplutko, ale dodaj do tego, że rąbiąc to drewno zarobiłaś siniaka na czole. Jesteś po prostu normalnie sierotą, która nie potrafi niczego zrobić bez poniesienia uszczerbku na zdrowiu. Podrzucając opał do pieca oparzyłaś się w rękę...
- Oj tam, oj tam... przecież się zagoi.
- Wmawiaj sobie tak dalej, a kiedyś całkiem się spalisz. Ze wstydu na pewno.
- Czemu?
- Zawsze coś palniesz, a później się katujesz mentalnie.
- No tak. Jestem idiotką, pasuje?
- Dla mnie tak, ale jak dla ciebie?
- Nie wiem.
- Jak to nie wiesz?!
- Tak po prostu.
- Idiotka.
- Może... oj przestań! Przez ciebie znowu mam poczucie winy, że zrobiłam coś nie tak. Zrób sobie kiedyś urlop i mnie zostaw!
- Nie mogę.
- Niby czemu?
- Za bardzo lubię cię dręczyć.
- A tak na poważnie?
- Ty mnie nie puszczasz.
- Możliwe... chyba do ciebie przywykłam i ciężko mi bez ciebie zrzędliwy krytyku. Może kiedyś pozwolę ci odpocząć, a ty odwdzięczysz się tym samym?
- Gdybanie w niczym ci nie pomoże.
- Tak... pomarzyć chyba można...
Po takiej rozmowie łapię zazwyczaj małą deprechę i nie mogę zasnąć, ale life is brutal. Pogodziłam się z tym, przywykłam. To smutne po części, bo popadam w pesymizm. Na szczęście, staram się z tym walczyć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









